Zanim zaczniesz czytać – TO NIE JEST MÓJ ARTYKUŁ. Autorką jest Rhian Farnworth, specjalistka ds. praw cyfrowych.
Tekst pochodzi ze strony https://www.reprouncensored.org/research/menstrual-data. Tam też do końca listopada 2025 znajdował się oryginalny tekst, niestety został usunięty. Może jest na tej stronie pod innym linkiem, ale mi nie udało się do niego dotrzeć. Część informacji znajduje się w poście na koncie instagramowym tej organizacji. Ja go jedynie przetłumaczyłam na język polski.
Idea tej organizacji nie jest mi bliska, nie popieram aborcji. Kilkukrotnie w artykule jest wspomniane o ograniczonym prawie do aborcji, itp. I ja te fragmenty w polskim tłumaczeniu usunęłam, bo nie chcę ich mieć na swojej stronie. Jeśli ten temat Cię w jakiś sposób interesuje, zerknij na podlinkowaną stronę organizacji.
Natomiast sam artykuł udostępniam jako przestrogę. Każda z nas powinna mieć tę wiedzę, bez względu na reprezentowane poglądy.
Zapraszam do lektury.
Google i aplikacja do śledzenia cyklu Flo Health zostały zobowiązane do zapłaty łącznie 56 mln dolarów odszkodowania w ramach pozwu zbiorowego
Po tym jak Flo udostępniało intymne dane użytkowniczek dotyczące cyklu menstruacyjnego i płodności firmom Meta, Google i jeszcze dwóm innym platformom w latach 2016–2019. Dane były wykorzystywane do reklam spersonalizowanych bez wcześniejszej zgody, co naruszało kalifornijskie prawo dotyczące prywatności.
Informacja, że ktoś spodziewa się dziecka, jest warta dla reklamodawców nawet 200 razy więcej niż dane o wieku, płci czy lokalizacji.
Aplikacje do monitorowania menstruacji, płodności i antykoncepcji to obecnie branża warta miliardy dolarów. To nie tylko kopalnia złota dla reklamodawców. Dostarczają też użytkowniczkom kluczowych informacji dotyczących cyklu, płodności oraz równie cennych danych hormonalnych. Takich jak to, kiedy jest dobry moment na rozpoczęcie nowego projektu. Lub kiedy równowaga hormonalna może sprawić, że poczujesz się bardziej rozmowna (albo drażliwa).
Szybko stając się codziennym narzędziem, osoby menstruujące mogą polegać na nich przy planowaniu wakacji czy zakupów. Monitorowaniu dni płodnych, planowaniu lub unikaniu poczęcia, obserwacji objawów, poprawie samopoczucia i wielu innych rzeczach. Często nie zastanawiając się, gdzie trafiają cenne dane dotyczące cyklu i kto ma do nich dostęp.
Jednak CTAs mogą również zdradzać, w którym momencie cyklu jesteś bardziej podatna na wpływ i skłonna kupić coś przy mniejszej perswazji. Witajcie pośrednicy danych, reklamodawcy i Big Tech!
Na pierwszy rzut oka aplikacje CTA [Cycle Tracking Apps – Aplikacje do śledzenia cyklu; w sumie, jakże WYMOWNA nazwa] wydają się neutralne. Oferują korzystne informacje zdrowotne i są przedstawiane jako narzędzia wzmacniające pozycję kobiet, odpowiadające na luki w zdrowiu związanym z płcią. Jednak po głębszym przyjrzeniu się, łatwo zauważyć, że są projektowane w oparciu o komercyjne, nastawione na zysk modele biznesowe. Oparte na dostępie, nadzorze, śledzeniu i sprzedaży danych z cyklu menstruacyjnego.
Przy prognozowanej wartości światowego rynku CTA wynoszącej 6,9 mld dolarów do 2032 roku i 11,2 mld dolarów do 2034 roku, jasne jest, dlaczego dane te są tak pożądane i cenne dla reklamodawców i pośredników danych.
[wycięłam kawałek o aborcji, jeśli temat ograniczania dostępu do niej Cię interesuje, zerknij do tekstu źródłowego]
Możemy myśleć, że nasze dane dotyczące zdrowia reprodukcyjnego — obejmujące bardzo intymne zapisy cykli, współżycia, infekcji drożdżakowych, masturbacji, diety, intensywności krwawienia, nastroju, owulacji i wiele więcej — są prywatne i bezpiecznie przechowywane. Ale wycieki danych i nielegalna sprzedaż danych dotyczących zdrowia reprodukcyjnego są powszechne.
Jak wspomniano wcześniej, latem 2025 r. ujawniono sprawę Flo, gdzie Meta nielegalnie pozyskiwała dane menstruacyjne od milionów użytkowniczek aplikacji Flo.
[wycięłam kawałek o aborcji, jeśli temat ograniczania dostępu do niej Cię interesuje, zerknij do tekstu źródłowego]
W 2022 r. redakcja Vice kupiła identyfikatory reklamowe urządzeń („MAIDs”) i dane pozyskane z aplikacji Clue, które mogły posłużyć do identyfikacji użytkowników aplikacji. I to w ciągu kilku minut od zalogowania się na platformę pośrednika danych Narrative.io. Na szczęście takie dane zostały później usunięte. Chociaż dane MAIDs są rzekomo anonimowe, istnieją branże zajmujące się powiązywaniem MAIDs z prawdziwymi osobami, co usuwa anonimowość, którą te identyfikatory mają zapewniać. Nic dziwnego, że dane dotyczące zdrowia reprodukcyjnego nie są tak bezpieczne, jak mogłyby sugerować CTA.
Ciemne wzorce projektowe, pozyskiwanie danych i niewielka regulacja aplikacji śledzących cykl
Nieautoryzowane udostępnianie, śledzenie i sprzedaż danych dotyczących cyklu często odbywa się bez wiedzy i zgody użytkowników, ponieważ aplikacje zaczynają gromadzić dane cyklu od momentu rejestracji i wprowadzania intymnych informacji.
Pierwszą rzeczą, którą większość aplikacji wyświetla po zalogowaniu, są umowy dotyczące danych i prywatności. Aplikacje często działają w modelach „daj nam wszystko” lub „płać za prywatność”. A przy rejestracji dostępnych jest bardzo niewiele informacji o tym, co dzieje się z danymi.
Dodatkowo stosowane są techniki „ciemnego designu”, które zmuszają użytkowników do udostępnienia wszystkich danych aplikacji i dalej — pośrednikom danych.
Ciemne wzorce polegają na nadmiernie skomplikowanych, mylących i długich umowach o prywatności, prowadzących do „zmęczenia zgodą”, w wyniku którego użytkownicy udostępniają wszystko, nie rozumiejąc konsekwencji.
W treści komunikatów o prywatności używa się technik takich jak duże zielone przyciski „zgadzam się na wszystko”. Podczas gdy opcje prywatności są ukrywane w małym, trudnym do odczytania tekście lub wymagają przewinięcia długich warunków, zanim użytkownik zobaczy ustawienia udostępniania danych. To zachęca i manipuluje nowych użytkowników do pomijania uważnego czytania zasad prywatności. Tym samym zgadzają się na udostępnienie wszystkich swoich intymnych danych aplikacji. Umowy o prywatności często nie wspominają o tym, jakie intymne dane zdrowotne są zbierane. I nie oferują wystarczających opcji, aby wyrazić zgodę lub jej odmówić w kwestii udostępniania danych stronom trzecim.
W rezultacie użytkownicy często zgadzają się na wszystko. Nie zdając sobie sprawy, jakie dane udostępniają i komu — nie wiedząc, jak daleko sięgają konsekwencje udostępniania danych CTA.
Kiedy dane są już pozyskane, wkraczają pośrednicy danych.
Są to firmy specjalizujące się w zbieraniu, przechowywaniu i sprzedaży ogromnych ilości informacji innym firmom. Obejmuje to kupowanie danych od firm trzecich (jak CTAs, firmy kart kredytowych, sklepy spożywcze), pozyskiwanie ich z rejestrów publicznych (media społecznościowe, sądy, księgi wieczyste), a także bezpośrednie śledzenie aktywności online.
Dane są następnie czyszczone, łączone, kategoryzowane i sprzedawane reklamodawcom.
Mogą to być listy osób o określonych cechach. Takich jak „bogate entuzjastki jogi”, „kobiety poniżej 30 lat z opóźnioną miesiączką”, „ofiary gwałtu” (tak, naprawdę istniała taka kategoria), „osoby doświadczające X choroby” i podobne. Listy są rzekomo anonimowe. Ale gdy reklamodawcy je kupują, stosunkowo łatwo można je deanonymizować, co pozwala na bardzo precyzyjne targetowanie reklam. Użytkowniczki CTA mogą zacząć podejrzewać, że ich prywatność została naruszona, kiedy w ich feedach zaczną pojawiać się reklamy dotyczące ciąży lub artykułów dla niemowląt.
W połączeniu z brakiem regulacji CTAs, użytkownicy są pozostawieni jeszcze bardziej podatni na naruszenia ochrony danych.
Inną taktyką stosowaną przez CTAs, aby unikać bardziej rygorystycznych przepisów, jest określanie się mianem produktów „wellness”. A nie aplikacji medycznych, które podlegałyby większym regulacjom.
Ponadto regulacje dotyczące danych nie posiadają języka ani precyzji potrzebnych do radzenia sobie z intymnymi danymi przechowywanymi przez CTAs. Zwłaszcza gdy są one klasyfikowane jako produkty wellness.
Choć istnieje wiele mechanizmów chroniących dane osobowe i wrażliwe, nie są one przygotowane na dane, które gromadzą CTAs. Pozostawiając użytkowników narażonych na wykorzystywanie ich danych. Istniejące przepisy obejmują:
- GDPR: Ogólne rozporządzenie o ochronie danych w UE.
- CCPA: Kalifornijska ustawa o ochronie prywatności konsumentów.
- HIPPA: Ustawa o przenośności i odpowiedzialności w ubezpieczeniach zdrowotnych.
- FD&C Act: Federalna ustawa o żywności, lekach i kosmetykach.
- MHRA: Brytyjska Agencja ds. Regulacji Leków i Produktów Zdrowotnych.
- Ustawa Federalnej Komisji Handlu, Szwajcarska ustawa o ochronie danych, oraz EU Medical Devices Regulation.
Jeśli dotarłaś/dotarłeś aż tutaj, bardzo polecamy przeczytanie znakomitego artykułu Mind The FemTech Gap: Regulation Failings and Exploitative Systems, w którym szczegółowo opisano regulacje dotyczące danych i kluczowe problemy systemowe w FemTech i CTA. Wskazane tam problemy obejmują:
- Brak jednoznacznych definicji FemTech i CTA w istniejących przepisach.
- Brak spójności między jurysdykcjami — aplikacje CTA są globalne, przepisy nie.
- Klasyfikacje prawne nie obejmują CTA — aplikacje „wellness”, a nie „medyczne”.
- Wyjątki dotyczące kategorii danych „specjalnych” (np. zgoda użytkownika otwiera szeroki margines interpretacji).
- Brak standardów sektorowych, certyfikacji, testów zgodności czy ram polityk.
[wycięłam kawałek o aborcji, jeśli temat ograniczania dostępu do niej Cię interesuje, zerknij do tekstu źródłowego]
Jeśli dane dotyczące cyklu trafią w niepowołane ręce — np. pracodawców, firm ubezpieczeniowych, reklamodawców, organizacji politycznych, rządów lub firm medycznych i badawczych — mogą mieć druzgocące skutki. Mogą prowadzić do zwolnień związanych z ciążą, dyskryminacji w ubezpieczeniach zdrowotnych i wielu innych konsekwencji.
[wycięłam kawałek o aborcji, jeśli temat ograniczania dostępu do niej Cię interesuje, zerknij do tekstu źródłowego]
Co możesz zrobić, aby chronić swoje cyfrowe ciało i dane CTA?
Rozumiemy — aplikacje CTA są bardzo przydatne z wielu powodów. I możesz nie chcieć słyszeć „OMG, to koszmar prywatności, usuń je!” i z nich rezygnować. Oto kilka kroków, które możesz podjąć, by nadal śledzić cykl, dbając jednocześnie o prywatność:
- Dokładnie czytaj polityki prywatności i udostępniania danych. I rozumiej, jak i komu Twoje dane będą udostępniane, zanim zaczniesz korzystać z nowych aplikacji. To może być nudne i męczące, ale jest to najlepszy sposób, aby zrozumieć, co stanie się z Twoimi danymi CTA.
- Używaj wbudowanej aplikacji zdrowotnej w telefonie. Sprawdź jednak ustawienia udostępniania danych oraz czy wcześniej nie udostępniałaś danych zdrowotnych komuś innemu.
- Stwórz własny arkusz/kartotekę do śledzenia cyklu — istnieją gotowe przewodniki krok po kroku. [ha! mówiłam, że papier jest najlepszy??]
- Korzystaj z kalendarza — cyfrowego lub papierowego. W cyfrowych możesz używać emoji lub kodów, aby zaszyfrować informacje o cyklu.
- Używaj „trybu anonimowego” jeśli aplikacja go oferuje.
- Zdobądź wiedzę o prywatności danych i bezpieczniejszych aplikacjach CTA. Zachęcamy, aby użytkowniczki same badały temat i wybierały to, co dla nich najlepsze. <3
Ostatecznie, jeśli dokumentujesz intymne dane zdrowotne na urządzeniach cyfrowych, rób wszystko, co możesz, aby kontrolować, kto ma dostęp do Twoich danych dotyczących zdrowia reprodukcyjnego.
Wycieki danych zdarzają się często, rzekomo anonimowe dane są sprzedawane dalej, a prywatność nie jest gwarantowana.
Nie ujawniaj ŻADNYCH danych, które chcesz zachować prywatnie!


