906123826484433

A na co komu to wszystko?

Myślałam, że otwarcie własnego bloga (i własnych myśli) na świat będzie prostsze, serio. Mimo, że czytałam książkę Michała Szafrańskiego “Zaufanie waluta przyszłości” i tam jest napisane, że startowanie z blogiem trwa. Jeszu, mi się wydawało, że gdzie tam, kilka miesięcy to aż nadto! No. Pewnie tak. A potem się okazało, że to naprawdę trwa.

Od kilku lat różni ludzie (a zwłaszcza moja Mama, więc muszę to napisać – tak Mamo, miałaś rację, as always) mówią mi, że powinnam pisać. 

Gdzieś słyszałam, że chowanie swoich talentów, umiejętności i wiedzy to grzech. Jestem wierząca, ale w sumie bardziej trafia do mnie tekst, że to nie grzech, a zwykłe marnotrawstwo. No i tu już całe moje (zerowasteowe) jestestwo jest przekonane, że tak nie wolno. Dlatego podjęłam decyzję, że czas wyjść z piwnicy do ludzi.

Nie byłoby tego miejsca, gdyby nie mój Mężczyzna. Masz tak czasem, że coś w Tobie długo siedzi, jakiś pomysł, jakaś idea, i nawet masz informację zwrotną od świata, że tak, powinieneś to robić! I i tak siedzisz pod kocem i udajesz, że niczego nie słyszysz i nie widzisz? No to, to ja. Bardzo ja. Na szczęście, mam ci ja najfantastyczniejszą drugą Połówkę Pomarańczki, która, bez ociągania się, kopnęła mnie w d… czej, mama mówiła, że “dupa” to brzydkie słowo, więc niech będzie, że w pośladki (w dzieciństwie zawsze mi się myliło z policzkami…) i tak jakoś poszło.

Decyzja zapadła chyba jakoś w listopadzie 2018. Byłam świeżo po obronie magisterki i, dosłownie, nienawidziłam pisania. Głównie dlatego, że promotorka utrzymywała, że nie potrafię tego robić. Dzielnie podkopywała moją wiarę w siebie przez dwa lata i prawie jej się udało.

Na szczęście, mam też sporo przekory w sobie. I umiem się obserwować. Stąd wiedziałam, że pomijając trafiające do mnie szyderstwa, pisanie mi się podobało i potrafiło mnie zapalić.

Potem był grudzień, styczeń, luty… Tu jakoś zaczęłam czytać “Zaufanie…” M. Szafrańskiego. Jako, że to jeden z moich autorytetów, czytałam jak Biblię i mieliłam w sobie wszystkie treści, bazgrając po książce i utwierdzając się w przekonaniu, że ten cały blog to dobry pomysł.

Czytanie i mielenie trochę mi zajęło – marzec, kwiecień….

Maj, czerwiec, lipiec to trzy miesiące przesycone podcastami Marka Jankowskiego (Mała Wielka Firma). Kolejny autorytet. U niego trafiłam na Dominika Juszczyka (podcast Z pasją o mocnych stronach), który jest coachem Gallupa. I tu zaczęła się moja przygoda z odkrywaniem swoich talentów (można sobie po prostu zrobić test Strengths Finder, jak się ma tyle kasy, a jak się nie ma, to można u Dominika się dowiedzieć jak talenty trochę odkryć “domowym sposobem”).

Sierpień, wrzesień – tu się zaczęło dziać mocniej (i prywatnie i “zawodowo”), bo czas gonił. Start bloga ustaliłam na końcówkę września (piszę to 27 września, ciekawe, czy zdążę), toteż był najwyższy czas zabrać się do konkretnej roboty. Blog technicznie powstał. Brakowało na nim wpisów. W notatniku mam 20 tematów, które zdążyłam już zebrać. Zaczęłam od historii, bo może znając historię, będzie Ci lepiej zrozumieć, jaka jest idea tego miejsca.


Jak Zrozumieć Kobietę to platforma, która wspiera kobiety w odkrywaniu pełni swojej kobiecości, seksualności, samoświadomości oraz siły płynącej z naturalnego planowania rodziny i relacji międzyludzkich.


Ja mam na imię Basia i jestem familiologiem, pedagogiem rodziny i dyplomowanym instruktorem Naturalnego Planowania Rodziny metodą Rötzera. Lubię dyskusje, kryzysy, kreatywność, wycieczki rowerowe, gry planszowe, dobrą kawę, czekoladę z orzechami i chipsy z Tesco 😀


A to jest moje bezpieczne miejsce w sieci dla Ciebie 🙂
Wejdź, rozgość się i porozmawiajmy!


Od kiedy pamiętam obserwuję siebie, świat i wyciągam wnioski. Często widzę więcej, bardziej, głębiej… Chyba dlatego ludzie tak lubią rozmawiać ze mną o tym, co ich trapi. Wszystko, co dzieje się w głowie, ma wpływ na organizm – w tym na kobiecy cykl menstruacyjny.


Czasem, aby uregulować cały organizm, trzeba zacząć od uregulowania… głowy.


Uciekamy od rozwiązywania swoich prawdziwych problemów w suplementy, leki, itd. Nikt nie chce grzebać w tym, co go przerasta, co jest czarne, brzydkie, męczące czy wstydliwe. Lepiej to ukryć głęboko w sobie. Tylko to jak z zamiataniem śmieci pod dywan – choćbyś nie wiem co robiła, będzie widać, że coś pod nim jest i będzie niewygodnie po nim chodzić.


To wszystko sprawia, że do każdej kobiety podchodzę holistycznie – całościowo.


Patrzę na kartę obserwacji cyklu przez pryzmat całego człowieka. Dlatego często potrafię pomóc nawet tam, gdzie już nadzieja zawiodła, a frustracja przygotowała sobie własny pokój w Twoim domu.


Wiem, co mówię i nawet mam na to stosowny papierek:


  • dyplom z kierunku Nauki o Rodzinie (specjalizacja poradnictwo i mediacje);
  • dyplom z kierunku Pedagogika (specjalizacja pedagogika rodziny z opieką nad małym dzieckiem);
  • dyplom nauczyciela Naturalnego Planowania Rodziny (metodą prof. J. Rötzera);
  • szkolenie Profilaktyka, diagnoza i terapia uzależnień behawioralnych;
  • szkolenie Pozytywna Dyscyplina dla specjalistów pracujących z dziećmi do 6 r.ż.

Jestem człowiekiem z krwi i kości –
tak jak Ty.
Jestem kobietą z indywidualnym, pogmatwanym cyklem –
tak jak Ty.
Umiem sobie z tymi pogmatwaniami całkiem nieźle radzić.
Potrafię je interpretować i uczę inne kobiety, jak być
bardziej świadomymi siebie.
Jak żyć pełnią życia, w zgodzie ze sobą, z innymi i z naturą.


Chciałabyś tak? 🙂


P.s. Podobno podziękowania pisze się na samym końcu, ale że na razie nie przewiduję końca, to napiszę na początku.

Dziękuję moim mentorom: Michałowi Szafrańskiemu, Markowi Jankowskiemu i Dominikowi Juszczykowi. Za to, że dajecie mi natchnienie do tworzenia. Może kiedyś uda się osobiście 🙂

Dziękuję za wszystkie inspiracje od przyjaciół i znajomych: Ola, Chris, Asia, Tomek, Marcin, Brygida, Paulina – to dla Was będę pisać na początku.

Dziękuję Mamie i Tacie: to Wy zrobiliście ze mnie tego potworka, któremu niezmiennie się wydaje, że może zmienić świat na lepsze.

Na samym końcu dziękuję mojemu Wojtkowi: za iskrę i drwa na ogień. Kocham Cię <3 

I Bogu Wszechmogącemu: za Ducha Świętego, bo bez Niego, to nawet palcem kiwnąć nie mogę.