Matoda Rotzera, konsultacje

A na co to komu?

Cześć!

Piszę do Ciebie pomiędzy praniem, pieczeniem chleba, a robieniem obiadu (no dobra, z tym robieniem obiadu to tak nie do końca, bo będzie zupa z wczoraj). Zbieram się do napisania pierwszego wpisu jakoś od dwóch miesięcy, niezły zapłon, co?

Myślałam, że otwarcie własnego bloga (i własnych myśli) na świat będzie prostsze, serio. Mimo, że czytałam książkę Michała Szafrańskiego “Zaufanie waluta przyszłości” i tam jest napisane, że startowanie z blogiem trwa. Jeszu, mi się wydawało, że gdzie tam, kilka miesięcy to aż nadto! No. Pewnie tak. A potem się okazało, że to naprawdę trwa.

Od kilku lat różni ludzie (a zwłaszcza moja Mama, więc muszę to napisać – tak Mamo, miałaś rację, as always) mówią mi, że powinnam pisać. 

Gdzieś słyszałam, że chowanie swoich talentów, umiejętności i wiedzy to grzech. Jestem wierząca, ale w sumie bardziej trafia do mnie tekst, że to nie grzech, a zwykłe marnotrawstwo. No i tu już całe moje (zerowasteowe) jestestwo jest przekonane, że tak nie wolno. Dlatego podjęłam decyzję, że czas wyjść z piwnicy do ludzi.

Nie byłoby tego miejsca, gdyby nie mój Mężczyzna (powinnam napisać, narzeczony, ale mam nadzieję, że ten blog, razem ze wstępem, dotrwa do dnia naszego ślubu, a nawet dłużej, więc…). 

Masz tak czasem, że coś w Tobie długo siedzi, jakiś pomysł, jakaś idea, i nawet masz informację zwrotną od świata, że tak, powinieneś to robić! I i tak siedzisz pod kocem i udajesz, że niczego nie słyszysz i nie widzisz? No to, to ja. Bardzo ja. Na szczęście, mam ci ja najfantastyczniejszą drugą Połówkę Pomarańczki, która, bez ociągania się, kopnęła mnie w d… czej, mama mówiła, że “dupa” to brzydkie słowo, więc niech będzie, że w pośladki (w dzieciństwie zawsze mi się myliło z policzkami…) i tak jakoś poszło.

Decyzja zapadła chyba jakoś w listopadzie 2018. Byłam świeżo po obronie magisterki i, dosłownie, nienawidziłam pisania. Głównie dlatego, że promotorka utrzymywała, że nie potrafię tego robić. Dzielnie podkopywała moją wiarę w siebie przez dwa lata i prawie jej się udało. Na szczęście, mam też sporo przekory w sobie. I umiem się obserwować. Stąd wiedziałam, że pomijając trafiające do mnie szyderstwa, pisanie mi się podobało i potrafiło mnie zapalić.

Potem był grudzień, styczeń, luty… Tu jakoś zaczęłam czytać “Zaufanie…” M. Szafrańskiego. Jako, że to jeden z moich autorytetów, czytałam jak Biblię i mieliłam w sobie wszystkie treści, bazgrając po książce i utwierdzając się w przekonaniu, że ten cały blog to dobry pomysł.

Czytanie i mielenie trochę mi zajęło – marzec, kwiecień….

Maj, czerwiec, lipiec to trzy miesiące przesycone podcastami Marka Jankowskiego (Mała Wielka Firma). Kolejny autorytet. U niego trafiłam na Dominika Juszczyka (podcast Z pasją o mocnych stronach), który jest coachem Gallupa. I tu zaczęła się moja przygoda z odkrywaniem swoich talentów (można sobie po prostu zrobić test Strengths Finder, jak się ma tyle kasy, a jak się nie ma, to można u Dominika się dowiedzieć jak talenty trochę odkryć “domowym sposobem”).

Sierpień, wrzesień – tu się zaczęło dziać mocniej (i prywatnie i “zawodowo”), bo czas gonił. Start bloga ustaliłam na końcówkę września (piszę to 27 września, ciekawe czy zdażę), toteż był najwyższy czas zabrać się do konkretnej roboty. Blog technicznie powstał. Brakowało na nim wpisów. W notatniku mam 20 tematów, które zdążyłam już zebrać. Zaczęłam od historii, bo może znając historię, będzie Ci lepiej zrozumieć, jaka jest idea tego miejsca.

Mogę Ci tu wypisać, że jestem familiologiem (fajna nazwa na człowieka wszechstronnie wykwalifikowanego do pomocy rodzinom), pedagogiem rodziny, profesjonalna opiekunką dziecięcą… Ale wiesz, nie o to tu chodzi, żeby być ekspertem. Blog powstał, bo często pomagam ludziom swoją wiedzą, a jak nie wiem to szukam, żeby się dowiedzieć i pomóc.

I to jest idea tego miejsca:

Chcę szukać odpowiedzi na pytania, związane z kobiecością, męskością, rodziną, związkami, wychowaniem dzieci, domowym życiem, relacjami ze światem i z samym sobą. 

Może kiedyś będę ekspertem, ale to jeszcze nie ten dzień.

Chcę się dowiedzieć więcej o sobie jako człowieku, kobiecie, żonie, matce… 

Odpowiedzieć na to, co nurtuje Ciebie, Twoją przyjaciółkę i Twojego kumpla, bo wiem, gdzie tych odpowiedzi szukać. 

I w końcu, chcę się tym podzielić z Tobą, drogi Czytelniku.

Częstuj się!

P.s. Podobno podziękowania pisze się na samym końcu, ale że na razie nie przewiduję końca, to napiszę na początku.

Dziękuję na początku moim mentorom: Michałowi Szafrańskiemu, Markowi Jankowskiemu i Dominikowi Juszczykowi. Za to, że dajecie mi natchnienie do tworzenia. Może kiedyś uda się osobiście 🙂

Dziękuję za wszystkie inspiracje od przyjaciół i znajomych: Ola, Chris, Asia, Tomek, Marcin, Brygida, Paulina – to dla Was będę pisać na początku.

Dziękuję Mamie i Tacie: to Wy zrobiliście ze mnie tego potworka, któremu niezmiennie się wydaje, że może zmienić świat na lepsze.

Na samym końcu dziękuję mojemu Wojtkowi: za iskrę i drwa na ogień. Kocham Cię <3 

I Bogu Wszechmogącemu: za Ducha Świętego, bo bez Niego, to nawet palcem kiwnąć nie mogę.