906123826484433

Familiolog, pedagog rodziny i przede wszystkim dyplomowany nauczyciel metody Rotzera (Naturalnego Planowania Rodziny). Prywatnie pasjonatka Excela, obserwacji własnego organizmu i świata ludzi (w tym tych najmłodszych).

komentarzy 10

  • M.

    Mam nadzieję, że te punkty, zwłaszcza niektóre, to statystyczne korelacje (które nie muszą koniecznie wynikać z przyczynowości, ale też np. z wspólnej przyczyny), a nie warunki. 😉

    • Barbara Olesińska

      No cóż – badania to tylko badania 😀 Nigdy nie będą regułą dla wszystkich. Ale wielu osobom mogą pomóc przedefiniować wymagania co do swojego życia łóżkowego. Dla innych mogą być wskazówką, co nowego warto wprowadzić. Aczkolwiek chyba domyślam się o co innego mogło Ci chodzić 😉

  • M.

    Tak, trochę o co innego. Dostrzeżenie korelacji (czyli obserwowalnej tendencji do współwystępowania) jest samo w sobie bardzo ciekawe. Ale czy oznacza związek przyczynowo-skutkowy, to osobne pytanie. Np. często u ludzi występuje jednocześnie kaszel i gorączka. Ale nie dlatego, że gorączka powoduje kaszel (albo że dostaje się gorączki od kaszlu), tylko dlatego, że mają wspólną przyczynę: infekcję. Analogicznie, nie jest dla mnie oczywiste, czy np. mniej seksu poprawia relację, czy coś innego powoduje, że trwałej relacji towarzyszą takie czy inne cechy/zjawiska. Nie skłaniam się na 100% ku żadnej z tych opcji, inaczej, niż w przypadku kaszlu i gorączki, gdzie mamy badania potwierdzające istnienie wirusów i bakterii oraz ich działanie. 🙂

    Po prostu droga od stwierdzenia korelacji do sformułowania stwierdzenia, że jak ktoś zrobi X, to (większa szansa, że) wydarzy się Y, jest możliwa, ale nie oczywista. 😉

    • Barbara Olesińska

      Bardziej chodziło o to, że takie cechy najczęściej mają pary, które mają udane relacje seksualne przez lata 😉 Moja wina, bo chyba źle sformułowałam zdanie dotyczące podpunktów i faktycznie tak to wynika 😀 W takim razie chyba naniosę poprawki :p

      • M.

        Tak w ogóle to z jednej strony smutne, że dorosłym ludziom trzeba pokazywać, że bez komunikacji, chęci zrozumienia drugiego człowieka i „przyznania” mu prawa do bycia innym, niż ja, naprawdę ciężko cokolwiek zbudować. A z drugiej dobrze, że są ludzie, którzy tę wiedzę przekazują, więc dzięki za ten wpis. 🙂

        • M.

          Jeszcze a propos, coś mi się przypomniało w tym temacie. W ramach nauk przedmałżeńskich (kilka lat temu, wtedy ślub kościelny był dla mnie ważny albo tak mi się zdawało, ale to inna historia) organizatorzy zaprosili małżeństwo, które m.in. opowiadało o swoim kryzysie i o tym, jak go przewalczyli (co oczywiście samo w sobie było bardzo pozytywne). Ale jedno z nich powiedziało coś, co mnie uderzyło: że jednym ze źródeł problemu było to, że ta osoba nie rozumiała, że współmałżonek jest inny, niż ona, inaczej przeżywa różne sytuacje, inaczej reaguje, inaczej się komunikuje itd. I postrzegała zachowanie tej drugiej osoby np. jako złośliwość, celowe ignorowanie itp. I wtedy pomyślałam, że kurczę, strasznie to smutne. Tzn. świetnie, że się koniec końców nauczyli nawzajem rozumieć, ale to jest przecież elementarne, że się między sobą różnimy. A jednak ich nikt na to nie nakierował, weszli w związek tak jakby niedouczeni w podstawowych kwestiach, nie ze swojej winy oczywiście…

          • Barbara Olesińska

            O tym się dużo mówi. I niby wszyscy wiedzą, że ludzie się różnią, ale mam wrażenie, że świat uczy nas, że powinniśmy być bardziej pępkiem świata. Wiesz, że dlaczego to ja mam przepraszać, wyciągać rękę do zgody, hamować się, pierwszy przełamywać lody czy cokolwiek innego. Patrząc w taki sposób na związek ciężko jest zauważyć tę inność. Mimo, że teoretycznie się o niej wie. Nie każdy też chce się uczyć o tym, jak mieć udany związek. Większość myśli, że sama miłość (w znaczeniu uczucia) wystarczy. No nie, nie wystarczy zdecydowanie.

            Tak sobie teraz myślę, że mój Mężczyzna też mógłby myśleć, że ja celowo jestem dla niego złośliwa, oziębła, itd. A moje złośliwe komentarze i zimno najczęściej są spowodowane, uwaga, głodem 😀 Niestety mając insuliooporność, jeśli nie jem kiedy trzeba, to staję się ogromnie rozdrażniona. Wystarczyłoby mu o tym nie powiedzieć. Albo nie przypominać, że Kochanie, nie jestem na Ciebie zła, po prostu muszę coś zjeść. Podobnie, gdy mam PMS. Zdarza się, że jestem po prostu, przepraszam za wyrażenie, wredną suką. Powiem coś i w tej samej chwili już żałuję, ale jest już za późno, akcja, kamera poszła. Ale z racji mojej profesji ;D mój chop przeżył już multum rozmów o PMS i wie, że trzeba puścić mimo uszu, wytulić, rzucić we mnie chipsami, albo użyć jakiejś innej broni specjalnej i poczekać aż minie 😀 Niestety nie znam wielu kobiet, które tak otwarcie rozmawiają ze swoimi partnerami. I nie znam wielu mężczyzn, którzy by tak pogadać chcieli. Bo niestety gadanie o tym co trudne, co boli i co może być odebrane jako nasza “wina” nie jest proste. I kompletnie nikt nas tego nie uczy.

            W Hiszpanii podobno biskupi chcą wprowadzić 3letnie przygotowanie do małżeństwa. Jedni krzyczą, że po co, za długo, bzdura. Inni, że dobrze, że księża to 6 lat się przygotowują do święceń. I nikt nie patrzy głębiej. Nikt nie patrzy na to, że małżeństwa, żaden człowiek nie uczy się na kursie. Kurs to może mu tylko ustawić spojrzenie na właściwe tory i pokazać gdzie znajdzie więcej. Małżeństwa uczymy się od urodzenia w swojej rodzinie. Patrząc na rodziców, dziadków i inne pary. Uczymy się funkcjonując z innymi, jak tych innych traktować, jak ich odczytywać, jak z nimi żyć, żeby było dobrze. Dlatego Kościół mówi o przygotowaniu do małżeństwa bliższym i dalszym. To jest właśnie to dalsze, całościowe. Już ja sama pracując w żłobku uczę maluchy co to znaczy kochać, rozumieć, słuchać, poświęcać czas. Że są ważni, wartościowi, odważni, piękni. Ja już teraz tworzę fundamenty pod ich przyszłe związki. I tak samo będzie z moimi własnymi dziećmi.

            Każdy z nas uczy się miłości od najbliższych mu osób. Dlatego jedni poświęcają się aż za bardzo, a inni chronią samego siebie. Bo tak ich nauczono. Kurs może dać jedynie zalążek. Być kroplą, która będzie drążyć skałę. Ale jeśli człowiek sam się tym nie zainteresuje, nie będzie chciał dowiedzieć się więcej… A zwykle nie chcemy się dowiedzieć póki nie dopadnie nas kryzys 😉 To nic się nie zmieni. Dzieci edukujmy, dzieci uczmy czym jest prawdziwa miłość i jak ma wyglądać prawdziwy związek. Ogólnie uważam, że wszelkie zmiany w społeczeństwie powinno się zaczynać od dzieci. Tak, wiem, że dzieci mają rodziców i na nich tez trzeba wpływać 😀 Zamknięte koło, w które ciężko się wkraść, ale warto próbować zrobić wyłom.

        • Barbara Olesińska

          No cóż, często tak jest, że nam się wydaje, że coś jest oczywiste. Że wszyscy wiedzą. Ale jak uczy życie, są tacy, którzy nie wiedzą 😀 I niestety jest ich sporo. I masz rację, że to smutne. O ile w dziedzinie higieny psychicznej człowieka wiele już oswoiliśmy, o tyle w dziedzinie seksualności… No cóż, powoli do przodu 😀

          • M.

            Chciałam odpowiedzieć na post z 4 lutego 2020 o 18:40, ale chyba jest za głęboko w drzewie, bo nie ma przy nim „Odpowiedz”. 😉

            Dzięki za dłuuugą i pełną treści odpowiedź. 🙂

            Zgadzam się, że przygotowaniem do małżeństwa (czy po prostu poważnego, trwałego związku) jest całe wcześniejsze życie, przede wszystkim inne relacje (z rodziną, przyjaciółmi, pewnie wcześniejsze związki też, ale tego nie wiem z własnego doświadczenia, bo ja akurat byłam i jestem tylko z jednym facetem :p).

            Mi dużo dała psychoterapia – niefajnie, że jej potrzebowałam, ale umiejętność mówienia o swoich uczuciach, emocjach otwarcie, ale też ze zdrowym dystansem, i w ogóle ich zauważania i nazywania, jest bezcenna i na pewno bardzo się przydaje w związku.

            Z „obgadaniem” PMS-u z facetemi mam bardzo podobnie. Do tego jak sobie na chłodno zdam sprawę, jaki jest powód paskudnego nastroju, to jakby mi się lepiej robiło… 🙂

          • Barbara Olesińska

            Psychoterapia – wiem z czym to się je 😉 Nie raz, nie dwa wychodziłam zapłakana. Wszystko w środku rozwalone. Ale to tak jakby weszła Marie Kondo i kazała Ci wywalić WSZYSTKIE ubrania (tudzież inne rzeczy) na jeden stos, wziąć każdą do ręki i zastanowić się czy ją kochasz. Jeśli tak, to zostawić, a jeśli nie to oddać i wcześniej jej podziękować. Trudne, ale o ileż łatwiej się później oddycha 🙂 Zwłaszcza w relacjach z innymi, tak jak piszesz.

            O PMSie planuję osobny wpis (z resztą, o jak o wielu babskich sprawach 😀 ). Chodzi mi po głowie kilka ratunkowych rozwiązań zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn na taki trudny czas. Myślę o tym, bo mi samej PMS bardzo dokucza 😀 Ale to dopiero, kiedy uporam się z kursem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *