nie taki wilk straszny
Naturalne Planowanie Rodziny,  NPR

Rozwiewamy wątpliwości czyli nie taki NPR straszny jak go malują

Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałam o Naturalnych Metodach Planowania rodziny, o kartach obserwacji, interpretacjach, itd… Bardzo mnie to zaciekawiło, więc postanowiłam sama podrążyć temat dalej. Zdobywanie wiedzy na własną rękę, bez niczyjej pomocy było bardzo trudne, a im głębiej w las, tym więcej wątpliwości się we mnie pojawiało. Teraz jestem już z wiedzą prawie 10 lat dalej, ale żywo pamiętam swoje poszukiwania i okropny chaos dezinformacyjny w internecie. Albo lukrowana wizja bezproblemowego NPR (zero informacji, sam lukier), albo ściśle tajna wiedza dla małżonków, dostępna po specjalistycznym kursie (często gęsto dostępnym właśnie tylko dla małżonków). Jako młoda dziewczyna chciałam wiedzieć więcej, niestety to o czym czytałam w internecie wprowadzało mnie w jeszcze większy błąd.

Myślę, że większość z nas ma utarte pewne schematy myślowe dotyczące NPR, bardzo często błędne, a najczęściej mylone z kalendarzykiem. Czym się różni jedno od drugiego pisałam już tutaj (link do posta Naturalne Planowanie Rodziny i kalendarzyk małżeński).

Najwyższy czas odczarować parę kwestii 🙂

1. Nie mogę stosować NPR bo mam nieregularne cykle.

Możesz 🙂 Po pierwsze, o nieregularnych cyklach mówimy wtedy, gdy różnią się od siebie ilością co najmniej kilkunastu dni. Więc jeśli, przykładowo, Twój najkrótszy cykl trwał 26 dni, a najdłuższy 36, to nie masz się o co martwić – miesiączkujesz regularnie 🙂 Na nasz organizm ma wpływ wszystko. U mnie jest tak, że kiedy mam stresujący czas to cykl menstruacyjny trwa krócej niż 28 dni, natomiast na wakacjach mój cykl najwyraźniej również odpoczywa, bo wtedy jest to już nawet 34 dni 😀 Przy czym warto wspomnieć, że zmianie ulega zawsze pierwsza faza, przedowulacyjna. Faza poowulacyjna jest raczej stała.

Więcej na temat faz i fizjologii cyklu znajdziesz we wpisie o fazach cyklu menstruacyjnego.

Po drugie, metody rozpoznawania płodności, o których mówię nie potrzebują regularności, ponieważ są metodami obserwacyjnymi. Obserwujemy objawy, długość cyklu ma tu drugorzędne znaczenie i nie wpływa na wyznaczanie faz płodności.

Po trzecie, jeśli faktycznie masz nieregularne cykle (cały czas różniące się długościami o minimum kilkanaście miesięcy), to tym bardziej powinnaś się obserwować i z tymi obserwacjami udać do lekarza ginekologa. On zleci odpowiednie badania i powie co robić dalej.

Twój cykl działa jak papierek lakmusowy, nie lekceważ tego co Ci mówi, bo w ten sposób lekceważysz swoje zdrowie. Dbaj o siebie!

2. Nie mogę stosować NPR bo mam nieregularny tryb życia.

Często słyszę, że nie można się obserwować kiedy ma się pracę zmianową, kiedy wstaje się do dziecka, kiedy się podróżuje… Samo życie. Idąc tym tropem można się pokusić o stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach nikt nie ma regularnego trybu życia. Natomiast każdy z nas ma jakieś regularności, mimo wszystko.

Praca zmianowa to też regularność. Obserwując się, możesz zobaczyć jak twoje ciało działa pracując rano, po południu, w nocy. Bardzo często te zmiany są naprzemienne, albo tydzień pracujesz przed południem, a drugi tydzień po południu. Widzisz, to też jest regularność 🙂

Z rozmów z różnymi mamami wiem, że dzieci zwykle budzą się w nocy o stałych porach (nie, nie wszystkie, ale zdecydowana większość 🙂 ). Do prawidłowych obserwacji potrzebujesz 6h snu, ale nieprzerwanego spoczynku – tylko godzinę przed pomiarem temperatury.

Ta godzina spoczynku jest potrzebna głównie do zmierzenia temperatury. Natomiast kiedy z różnych powodów nie możesz tego zrobić, pozostają Ci jeszcze dwa główne wskaźniki (śluz i szyjka) oraz szereg mniejszych, indywidualnych dla każdej kobiety.

3. Poza tym NPR ma niską skuteczność.

No i tu niespodzianka – prawidłowo stosowane metody Naturalnego Planowania Rodziny mają wyższą skuteczność niż zdecydowana większość metod antykoncepcyjnych, w tym prezerwatywy. Nie wpływa na nie np. stosowanie intymnych żeli nawilżających. Z prezerwatywami w tym wypadku różnie bywa 😀 Środki hormonalne są bardziej zawodne – kobiecy organizm za wszelką cenę próbuje się obronić plus działanie tabletek mogą zaburzyć wszelkie leki, dlatego ich skuteczność jest niższa. NPR natomiast działa zgodnie z organizmem. Im więcej obserwacji, tym regularniejsze cykle, więcej prawidłowości i wniosków, ale o tym później.

Po garść danych na temat skuteczności metod zapraszam tutaj.

npr skuteczność
Obraz meisjedevos z Pixabay

4. To jest zbyt trudne.

Tak, NPR jest trudny. Na początku, kiedy musisz się wszystkiego nauczyć 😀 Gotowanie na początku też jest trudne. I prowadzenie samochodu. I pływanie. Nawet zdrowe odżywianie się. Ale kiedy już nauczysz się, jak się obserwować i jak interpretować te obserwacje, większość rzeczy leci z automatu. Nie musisz sprawdzać temperatury, bo Twój organizm już Ci zakomunikował owulację (czyli wyrzut progesteronu), za pomocą chmury gradowej Twojego nastroju 😉 Wcześniej nawet byś na to uwagi nie zwróciła, a obserwując siebie dostrzegasz coraz więcej zależności. Wiem, że w dzisiejszych czasach wszystko byśmy chcieli już, teraz, zaraz, natychmiast. Ale tak to się da tylko kosztem zdrowia, a chyba chodzi nam o jego poprawę a nie niszczenie?

Obserwacje stają się dużo, dużo prostsze, kiedy masz pomoc w ich robieniu i interpretowaniu. Warto w tym względzie zdać się na specjalistę (nauczyciela) lub na osoby bardzo doświadczone w obserwacjach i sięgać po ich porady. Wbrew pozorom jest nas całkiem sporo 🙂

5. Nie obserwuję u siebie żadnych zmian zależnych od fazy cyklu.

Spróbuj przez kilka miesięcy dokładnie notować co się z Tobą dzieje. Kojarzysz różne trackery? Mood tracker, water tracker, itp. To tabelki, które służą do zaznaczania naszych nawyków. Możesz z nich skorzystać. Obserwuj nie tylko śluz, temperaturę i szyjkę, ale też sen, nawodnienie, aktywność fizyczną, spożycie alkoholu, apetyt, przyjmowanie leków, wyjazdy, nastrój, apetyt, libido, wagę… Mój cykl nie bardzo reaguje na aktywność fizyczną i wyjazdy, natomiast nastrój czy apetyt są u mnie doskonałymi dodatkowymi wskaźnikami zmiany fazy.

6. Nie widzę żadnych wspólnych cech w obserwacjach.

Ten punkt mocno łączy się z poprzednim i jest trochę jego kontynuacją. Są osoby, którym sprawdza się notowanie wszystkiego na papierowych kartach obserwacji, są osoby, które notują mobilnie. Ja jestem zwolenniczką notowania w aplikacjach (zarówno tych w telefonie, jak i komputerze), ponieważ aplikacja od razu tworzy wykresy, pokazuje i analizuje zależności.

Jako fanka Excela marzę o stworzeniu arkusza obserwacji w tym programie, który będzie dostosowany do mnie i do moich wskaźników. Jeśli tak jak ja jesteś zwolenniczką tabelek, polecam Ci ten program z całego serca, bo oferuje o wiele więcej możliwości analizy danych niż aplikacje dostępne na rynku. A może Twój partner się na tym zna i mógłby stworzyć dla Ciebie taki arkusz? Na zajęciach z NPR słyszałam o takiej parze – żona prowadziła obserwacje, natomiast mąż dbał o ich analizę wciąż doskonaląc ich Excela 😀

7. A co jeśli nie będziemy pewni objawów?

Pamiętaj, że masz aż trzy główne wskaźniki i możesz kierować się tym, który najlepiej u siebie rozpoznajesz. Dodatkowo, im więcej wskaźników dodatkowych zaobserwujesz, tym więcej będziesz posiadała danych, pozwalających Ci na pewne wyznaczenie faz płodności 🙂 Obserwuj i analizuj, li i tylko.

niskie libido
Obraz HG-Fotografie z Pixabay

8. Moje libido w dni niepłodne jest zerowe.

O. I to jest ciężka rzecz. Tak nas już Pan Bóg stworzył, że naturalnie mamy największą ochotę na seks w okresach płodności i wtedy cały organizm sprzyja bliskości, a w okresach niepłodnych to się wycisza. Słowo klucz to wycisza. Nie znika. Jest cały czas.

I to nam robi biologia, ale na libido mają też wpływ inne czynniki, o których warto wiedzieć. Prawda jest taka, że każdy człowiek ma swój indywidualny temperament seksualny, na który składają się hamulce (SIS) i aktywatory (SES). W bardzo dużym skrócie: im wyższe hamulce tym mniej ochoty (i tu już biologia nie pomoże, bo panowanie przejmuje mózg, chcący nam zapewnić bezpieczeństwo), im wyższe aktywatory tym ochoty więcej. Dobra wiadomość jest taka, że jak najbardziej można swój temperament odkryć i żyć z nim w zgodzie. Jeśli wiesz, co Cię aktywuje a co hamuje, możesz to efektywnie wykorzystać do zapanowania nad własnym popędem. Interesujące prawda?

Więcej na temat temperamentu seksualnego tutaj.

9. Nie chcę współżyć w dni niepłodne przez suchość pochwy.

Też trudny problem, dotykający ogromną ilość par. Na szczęście, z tym też możesz sobie poradzić. Najprostszy sposób to używanie żelu intymnego, ale moim zdaniem to maskowanie większego problemu.

Na suchość pochwy wpływ ma wiele czynników, między innymi dieta. Jeśli Twój sposób odżywiania się obfituje w produkty o wysokim indeksie glikemicznym (słodycze, przetworzona żywność, ale i jasne mąki i inne węglowodany spożywane zbyt często), zaburza to prawidłowe wydzielanie śluzu.

Druga faza, z racji bycia niepłodną, wycisza również produkcję śluzu. Jednak można tę produkcję podkręcić przez odpowiedni poziom podniecenia. Jak? To już pytanie do Ciebie, do Was. Obserwuj co na Ciebie działa i wykorzystuj to, zwróć tez uwagę na swój temperament seksualny, o którym pisałam wcześniej. Wykorzystanie tej wiedzy może pomóc uporać się z suchością podczas seksu w drugiej fazie cyklu.

Więcej na temat suchości pochwy, bolesnych stosunków płciowych czy zasadach przy wyborze żelu intymnego przeczytasz u mamyginekolog w tym wpisie.

10. Mój partner/ka nie chce tego stosować.

Jeśli Ty chcesz, a on nie, to warto się dowiedzieć dlaczego. Boi się nieplanowanej ciąży? Uważa, że nie podołacie z abstynencją w czasie dni płodnych i wpadniecie? A może uważa, że NPR to watykańska ruletka? 😉 W takim razie możesz mu dać ten artykuł do przeczytania, może to zmieni jego postrzeganie metod.

Natomiast, bez względu na to czy druga strona będzie chciała stosować metody NPR czy nie, nie rezygnuj z obserwacji!

A może masz jeszcze jakieś pytania o NPR?

Mam nadzieję, że rozwiałam wiele z Twoich wątpliwości, jednak jeśli masz jakieś pytania, możesz się nimi podzielić w komentarzu lub w prywatnej wiadomości: email

Jeśli chcesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach, zachęcam do zapisu na mój newsletter. Nie wysyłam spamu, mam ważniejsze rzeczy do roboty 😉 W podziękowaniu za zapis, dostaniesz dostęp do Cyfrowej Biblioteczki JZK oraz mini poradnik o pierwszej pomocy podczas kłótni w związku. Sposoby, które tam przedstawiam były testowane już niezliczoną ilość razy i naprawdę działają. To co? Jesteśmy w kontakcie? 🙂

Familiolog, pedagog rodziny i przede wszystkim dyplomowany nauczyciel metody Rotzera (Naturalnego Planowania Rodziny). Prywatnie pasjonatka Excela, obserwacji własnego organizmu i świata ludzi (w tym tych najmłodszych).

komentarzy 25

  • Marry

    Cóż, dla mnie NPR ma wiele wad i takie lekkie przechodzenie np. nad tym, że w czasie niepłodnym wiele kobiet ma zerowe libido na zasadzie: “no to poznaj swój temperament” jest niepoważne i podpada pod typowe kościelne gadanie dla naiwnych, którzy obudzą się w małżeńskiej sypialni z ręką w nocniku i żalem, że ktoś im nawciskał bajeczek na kursie przedmałżeńskim. Poza tym naprawdę wiele kobiet nie ma ochoty grzebać w swoim śluzie i robić za swojego ginekologa – to są całkiem realne minusy NPR, o których cicho sza, jakby nie istniały, a istnieją. I dodajmy, że te trudności dotyczą tylko kobiet – ale jak wiadomo KK specjalnie na kobiece trudności wrażliwy nie jest. No i za nic w świecie nie zaufałabym żadnej metodzie po porodzie, gdy nie wrócił mi cykl. I jeszcze ta niby ogromna skuteczność NPR-u – słowa klucze “prawidłowe stosowanie” – cóż, niestety wystarczy początek przeziębienia, silny stres, leki czy wypity alkohol i nasze obserwacje diabli biorą. Dużo można jeszcze pisać o frustracjach, które niesie NPR i piszę to z wieloletniego doświadczenia. Moim zdaniem na kursach to co się mówi narzeczonym, to w 90% jedna wielka ściema. Inna sprawa, że większość i tak ma to gdzieś. Mnie bardzo brakuje uczciwego mówienia, że te metody są trudne, wymagające i wcale nie tak fajne jak się je w Kościele maluje.

    • Basia

      Bardzo się cieszę, że o tym wszystkim napisałaś. Bo widzisz, mi też brakuje tego uczciwego mówienia o tym jak jest naprawdę. Boli mnie też, że te trudne doświadczenia, które masz są niestety rzeczywistością wielu z nas, a przebicie się przez ten mur tabu jest strasznie trudne. Dlatego trzeba o tym mówić i przestać wreszcie propagować jedynie słodko-cukierkową wizję NPRu, zmierzyć się z prawdą i znaleźć rozwiązanie. To zamierzam robić, bo wiem, ze warto 🙂
      Pozwól, że odpowiem w punktach, żeby nic mi się nie zgubiło 🙂
      1) Temperament seksualny – miałam na myśli osobowość seksualną, a jeszcze konkretniej – model podwójnej kontroli reakcji seksualnej odkryty przez E. Janssena i J. Bancrofta. Składa się z systemu pobudzenia seksualnego i systemu hamowania seksualnego. Dzięki poznaniu tego co nas pobudza, a co nas hamuje możemy kontrolować swoje pobudzenie: wywołać je kiedy jest nam “potrzebne” i zahamować kiedy wolimy je “wyciszyć”. Więcej znajdziesz w artykule na ten temat – już się tworzy, jak tylko opublikuję to podrzucę link w kolejnym komentarzu. Bardzo ciekawa sprawa i nie ma za wiele wspólnego z potocznie rozumianym temperamentem seksualnym, według którego na przykład kobiety mają rzadziej ochotę na seks niż mężczyźni – bujda na resorach 😀 – oraz ćwiczeniem silnej woli, którą propaguje Kościół. To konkretne, naukowe odkrycie, które pomaga wielu kobietom odnaleźć się w swojej seksualności.
      2) Nie ma potrzeby “grzebania” w swoim śluzie, wystarczy go skontrolować przy okazji wizyty w toalecie – zerknąć na papier toaletowy i zapamiętać kolor, konsystencję, ilość. Przy wizycie u otolaryngologa lekarz też często nas pyta o właściwości kataru, które mamy. Zdrowie to priorytet, a wstyd i obrzydzenie ze względu na wydzieliny własnego ciała, to już każdy sam musi w swoim dojrzewaniu przerobić.
      3) Robienie za swojego ginekologa – nie do końca wiem co masz na myśli. Jeśli badanie szyjki macicy to nie jest ono konieczne (choć czasem pozwala po prostu rozwiać wątpliwości, np. podczas choroby, kiedy temperatura czy śluz mogą być zaburzone). Można się posłużyć wieloma innymi wskaźnikami. Natomiast jeśli chodzi o interpretację objawów – nie musimy szczegółowo interpretować, jeśli tego nie chcemy, ale już same dane na temat funkcjonowania organizmu dają bardzo wiele informacji właśnie dla lekarza i na pewno będą dla niego bardzo dobrymi wskazówkami. Przykładowo skoki temperatury w drugiej fazie świadczą o niewydolności ciałka żółtego, co może wywoływać wczesne poronienia (ciałko żółte żywi dziecko do czasu powstania łożyska).przykład drugi: brak lub bardzo mała ilość śluzu płodnego uniemożliwia poczęcie – jeśli kobieta się nie obserwuje to raczej nie będzie posiadała informacji na temat tego, jaki śluz wydziela i może go mylić z wydzieliną.
      4) Nie chcę się odnosić do Kościoła, bo mój blog nie jest prokościelny a prozdrowotny (zarówno jeśli chodzi o zdrowie fizyczne jak i psychiczne). To czy mężczyzna będzie się angażował w naturalne metody zależy już od konkretnej pary – jeśli ustalą, że będzie kobiecie pomagał z mierzeniem temperatury, będzie zapisywał obserwacje czy (jak to jest najczęściej) interpretował je, zależy od pary. Ja na przykład wolę robić to sama, bo po prostu interesuje mnie bardzo moje zdrowie i to co obserwuję w moim ciele – dzięki temu mogę szybko reagować, np. na spadki odporności. Nie odbieram tego jako odpowiedzialność za płodność, bo wyznaczanie faz płodności to dla mnie informacja jedna z wielu, którą dają mi obserwacje. Rozumiem jednak, że inne kobiety chciałyby tę sferę (i w ich odczuciu odpowiedzialność) dzielić z partnerem. Rozumiem również, że często mężczyźni nie chcą się w to angażować, jest to dla nich trudne, niezrozumiałe, no bo “co mają niby robić”, itd. O płodności zawsze powinno się mówić w kontekście PARY. Bo to jest ICH płodność, a nie tylko jej czy jego. Z resztą jakby się zastanowić to kobieta jest płodna ledwo kilka razy w miesiącu, a mężczyzna cały czas więc… 😉 Niestety tu już trzeba popracować nad świadomością danego pana. Dla mnie to fundament, że płodność jest nasza, a nie moja, ale również wymagało to od nas wielu trudnych rozmów. Bardzo trudnych. Jak przez to przebrnąć? Mam nadzieję, że dzięki moim artykułom część panów zostanie zachęcona do włączenia się w obserwacje swojej kobiety, że ich to zainteresuje i przestanie być taką czarną magią. Ja potrafię rozmawiać o seksualności ze swoim mężczyzną, ale wiem, że dla wielu osób jest to ogromnie problematyczne, ludzie uciekają od tych rozmów, a to tylko piętrzy problemy. Dlatego piszę – łatwiej podsunąć partnerowi artykuł niż od razu robić wjazd z “trudnymi tematami” w rozmowie. Od czegoś trzeba zacząć dobre zmiany.
      5) Płodność po porodzie – dla mnie to też trudny temat. Jeszcze niewiele wiem, bo to nie mój etap i się do tego otwarcie przyznaję. Co nie zmienia faktu, że w perspektywie zamierzam się dowiedzieć więcej. Z doświadczenia wielu kobiet, które znam wynika natomiast że tutaj najlepiej sprawdza się model Creighton, gdzie obserwuje się śluz. Moim celem jest szerzenie korzyści płynących z obserwowania własnego ciała. Nie chcę się odnosić do antykoncepcji – mam swoje zdanie w tym temacie, ale nie zamierzam go narzucać innym. Jak już pisałam – to nie jest blog kościelny tylko mój 🙂
      6) Skuteczność NPR – prawie 10 lat prowadzenia obserwacji i interpretowania kart pokazało mi, że na cykl wpływa WSZYSTKO. Przeszłam już przez zapalenie mięśnia sercowego i osierdzia, mnóstwo terapii antybiotykowych, problemy z pęcherzem moczowym, infekcjami, zaburzenia depresyjno-lękowe, ogromnie stresujące wydarzenia życiowe, a dzięki pracy w żłobku również po kilka przeziębień miesięcznie w sezonie chorobowym, zmieniałam dietę, wyjeżdżałam za granicę… Ale nie oznacza to, że wyznaczenie faz płodności nie jest możliwe. Jeśli faktycznie zbieramy obserwacje to będziemy widzieć kiedy, jak i na co reagujemy. Owszem, są przypadki, gdzie rozpoznanie faz płodności jest bardzo trudne, czasem właśnie niemożliwe – ale to właśnie oznacza, że trzeba natychmiastowo udać się do lekarza, bo nasze zdrowie ewidentnie szwankuje. Stosowanie środków antykoncepcyjnych (również prezerwatyw) również niesie za sobą przeróżne wymagania, których niespełnienie skutkuje o wiele niższą skutecznością, a o których mało osób wie. Np. stosując prezerwatywy należy bardzo uważać na olejki do masażu, a skuteczność pigułki antykoncepcyjnej maleje kiedy zażywamy różne lekarstwa. Nauka obserwacji i interpretacji wskaźników nie jest prosta, ale na początku. Jak każda nowa umiejętność wymaga czasu, aby się jej nauczyć.
      7) Co do sytuacji życiowych takich jak przeziębienie, silny stres czy alkohol – właśnie dlatego obserwujemy, a nie liczymy. Dzięki obserwacjom i danym, które gromadzimy (np. w aplikacji), możemy zauważyć wiele analogii, np. jak zachowuje się ciało podczas przeziębienia, jak reaguje na jaką dawkę alkoholu, co się dzieje kiedy śpimy mniej, a kiedy więcej, co gdy jesteśmy na wakacjach, a co gdy mamy sesję egzaminacyjną. I tak, aby zauważyć takie zależności potrzeba wielu obserwacji – NPR nie jest prosty. Podobnie jak ze zdrowym odżywianiem – możesz iść do marketu i kupić gotowe danie, albo lepiej, do McDonads, szybko dostać smaczny obiad i zaspokoić głód. Ale możesz też pójść na targ, kupić składniki, w sklepie dokładnie przeglądać składy, aby wiedzieć co kupujesz i jeszcze w domu to wszystko ugotować. Pracochłonne? Tak. Czasochłonne? Tak. Trudne? Bardzo! Wymaga aż 3 umiejętności: znajomości zasad zdrowego odżywiania, nauki czytania składów i ciągłego sprawdzania czy coś się nie zmieniło oraz dodatkowo umiejętności gotowania. Ale co będzie dla nas lepsze na dłuższą metę? Fast-food czy domowy obiad? Warto się nad tym zastanowić.
      8) I zgadzam się – poziom kursów przedmałżeńskich to często tragedia, zwłaszcza jeśli chodzi o wizyty w poradni i mówienie o NPR. Wiem, bo jakiś czas temu prowadziłam badania na ten temat. Młodzi chcą wiedzieć, chcą się uczyć, a niestety nie mają od kogo i to jest straszne. Dlatego chcę to zmienić, chcę pokazać trudności, bo sama miałam i mam ich cały ogrom. Ale dzięki temu wiem też, jak z wieloma z nich sobie poradzić. A jeśli nie wiem, to nie spocznę póki się nie dowiem. Jesteśmy z naszą seksualnością rzuceni w Kościele na głęboką wodę. Nikt nas nie uczy wcześniej czego się spodziewać, jak sobie radzić. Masz przykazane dotrzymywać czystości do ślubu, a wcześniej cicho sza o czymkolwiek. Tabu. A potem wrzucają Cię w małżeństwo i radź sobie człowieku. Częściej niż pomoc dostajemy groźby potępienia wiecznego. No to sobie ludzie radzą jak mogą, prawda? Mój blog kościelny nie jest (od takich spraw polecam wybieramymilosc.pl, tam też prawda bez cukru, tylko, że w odniesieniu do Kościoła), ale jako członek Kościoła mam obowiązek pomagać innym, więc robię to w sferze, w której czuję się najlepiej – kobiecość, męskość, relacje, seksualność. Szukałam, szukam i będę szukać odpowiedzi, których potrzebujemy w tych sferach.
      Mam nadzieję, że się nie zniechęciłaś i jeszcze tutaj wpadniesz 🙂

  • b.

    Niestety co do nieregularnych cykli muszę się niezgodzić. To jest przeszkoda tak ogromna, że w praktyce może uniemożliwić stosowanie npr. Znam dwie kobiety które mają cykle o rozpiętości rzędu 28 – 80 i więcej dni. W obu przypadkach dowiedziały się od lekarzy, że “taka ich uroda”. Jedna po ślubie chciała stosować npr ślub brała w czerwcu, a cykl “ś;ubny” trwał potem całe lato. Gdyby stosowała się do wskazań metody jej noc poślubna byłaby we wrześniu. Idąc za doświadczeniami koleżanek “starszych” stażem małżeńskim poszła na wizytę od razu do naprotechnologa omijając “zwykłych” ginekologów. Lekarz nie bardzo chciał jej zrobić jakiekolwiek badania – ale w końcu dał skierowanie mówiąc że tego się nie leczy. I żeby przyszła kiedy nie bedzie mogła zajść w ciążę, bo dopóki się nie stara to on nie bedzie na siłę szukać u niej chorób. Dziewczyna przestraszyła się, że będzie mieć problem z płodnością i przyspieszyli z mężem decyzję o staraniach o dziecko. I zaszli już w nastpnym cyklu. Nie wiem co się z nimi teraz dzieje. U drugiej koleżanki przyczyną tak dużych różnic w długości cyklu jest brak jednego jajnika. Nic się nie da z tym zrobić.
    To obrazuje sytuację.
    U mnie po porodzie – po rozpoczęciu rozszerzania diety dziecka (czyli po zakończeniu LAM) 7 miesięcy nie udało się wyznaczyć żadnych dni niepłodnych. I to jest dość częsta sytuacja również u innych znanych mi kobiet.
    Jedna instruktorka faktycznie polecała mi model Creightona , ale druga powiedziała, że nie jest on stworzony do obserwacji po porodowych.
    dopóki nie masz dziecka nie wiesz czy dasz rade mierzyć z nim temperaturę. Znam kobietę co ma 4 i nadal mierzy, i po każdym porodzie z seksem czekała na powrót płodności (która wracała dość szybko po 4-5 miesiącach, pomimo karmienia piersią), a ja np z jednym miałam duży problem mierzyć. Kiedy syn miał już ponad rok i wróciłam do pracy nie było innej możliwości tylko wstać rano po przebudzeniu i iść mierzyć do łazienki bo pikanie termometru budziło mi dziecko. A termometru pod kołdrą ja nie słyszałam. Pomiar analogowym termometrem był na tyle długi, że w 100% przypadków zasypiałam w tym czasie. Teraz z 3 dzieci jestem tak zjechana fizycznie – że żadna siła mnie nie zmusi do powrotu do pomiarów. Samo życie.
    Co do Kościoła – piszesz że blog nie jest kościelny, ale nie do końca w to wierzę 🙂 – to księża sami nie znają i nie nauczają kościelnej nauki. Kiedy przeżywałam trudności w tym wiele dylematów i pytań, to nikt nie miał wiedzy i chęci żeby ze mną rozmawiać i jakoś mi pomóc.
    Praca na nocną zmianę w dwóch znanych mi z forum internetowego przypadkach – powodowała, że kobiety musiały omijać te dni kiedy w nocy były w pracy. W praktyce część cykli (czy może większość) nie nadawała się do interpretacji zgodnie z zasadami jakiejkolwiek metody.

    • Basia

      Nieregularne cykle nie są przeszkodą dla NPR, ponieważ obserwujemy objawy. Jeśli nie chcemy teraz mieć dziecka i nie ma objawów płodności – w takim razie nie widzę przeciwwskazań do współżycia.
      Cykle o rozpiętości 28-80 dni ciągle i koleżanka nie zbadała nawet hormonów? Przecież to może świadczyć o wielu chorobach – np. o insulinooporności, która zaburza wydzielanie niektórych hormonów i często jest powiązana z PCOS. Długi cykl po ślubie mnie nie dziwi – mogły na to zadziałać na przykład nerwy. Dlatego prowadzenie obserwacji jest takie ważne – aby poznać swój model płodności i dzięki temu móc poprawnie wyznaczać fazy, również znać sygnały, które mówią, że ta niepłodność przedowulacyjna się u nas kończy.
      Bardzo bym chciała się dowiedzieć, o jakich wskazaniach metody mowa – sama na wakacjach miewam cykle np. 42 dniowe. Ale wtedy niepłodność przedowulacyjna po prostu się wydłuża. Nie znam konkretnego przypadku, sama długość cykli niewiele mi mówi.
      Żeby stwierdzić, że nie da się stosować NPR najpierw trzeba przynajmniej przez kilka miesięcy zbierać obserwacje (tak, kilka miesięcy – jak w zbieraniu wszelkich danych), zaobserwować co jest nie tak (plamy śluzu płodnego, wielokrotne podejścia do owulacji, a może słaby skok temperatury przez słabe ciałko żółte?), spróbować coś z tym zrobić, a jeśli to nie poskutkuje, to udać się do lekarza na podstawowe badania, bo ewidentnie coś jest nie tak.
      Jeśli druga koleżanka ma długie cykle spowodowane brakiem jednego jajnika – nie widzę przeciwwskazań. Niczego przecież nie liczymy. Obserwujemy i na tej podstawie wyznaczamy dni niepłodności, zarówno przed jak i poowulacyjnej. Jeśli są problemy, najlepiej udać się do specjalisty – nauczyciela NPR i z nim przedyskutować swoje karty. Bo to właśnie Ci ludzie najlepiej podpowiedzą co mogą sugerować dane objawy, jak je rozumieć. Po to są 🙂
      Co do ginekologów… Mam mieszane uczucia. Ciężko znaleźć dobrego, który przeprowadzi dobrą diagnostykę i nie odeśle z kwitkiem albo hormonami do domu, dlatego niestety nie dziwią mnie te reakcje… Co do naprotechnologów – nie mam zdania, nie znam żadnego 😀
      Po porodzie stosuje się Regułę Szczytu, a dopiero po pierwszej miesiączce wracamy do obserwacji temperatury. Nie wiem co stosowałaś u siebie po zakończeniu LAM.
      Model Creighton jest szeroko polecany po porodzie przez instruktorów NPR, nie wiem skąd takie odmienne zdanie znajomej instruktorki. Poza tym, po porodzie można sobie pomagać badaniem szyjki macicy. Część kobiet to obrzydza, a szkoda. To nasze ciało i powinnyśmy je akceptować, a nie się go brzydzić.
      Dzieci dają w kość, wiem coś o tym, bo na co dzień pracuję w żłobku 😀 To nie to samo, co swoje własne, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że człowiek może mieć przy takiej trójce dość wszystkiego. Dlatego im więcej obserwacji – tym lepiej. Szyjka, śluz, temperatura, nastroje, ból owulacyjny, waga, apetyt – tego jest mnóstwo.
      Ciężko mi się odnosić do podawanych przez Ciebie przykładów, bo nie widzę kart, nie znam dokładnych sytuacji, nie wiem w jaki sposób były prowadzone obserwacje, jak zapisywane, jak interpretowane. Długość cykli i praca na nocną zmianę to trochę za mało informacji, żeby stwierdzić, że się nijak nie dało wyznaczać faz niepłodności.
      Możesz nie wierzyć, że blog nie jest kościelny – ja wiem, że nie jest, póki co najwięcej o Kościele jest w komentarzach 😀 Metody NPR to dla mnie troska o własne zdrowie, a nie kościelny nakaz. Nie to mną kieruje. Są znane jako kościółkowe metody, ale to u nas w Polsce! Na świecie mnóstwo kobiet przekonuje się do obserwacji, właśnie po to, by dbać o swoje zdrowie, nie truć siebie i środowiska i mieć kontrolę nad swoją płodnością, bez sztucznych specyfików – taka idea przyświeca również mi.
      Dzięki za ten komentarz 🙂 Jak piszesz – samo życie. Na szczęście, mamy coraz więcej możliwości, aby jakość tego (współ)życia poprawiać 😀

    • Marry

      Sorry, ale jak nie masz własnych dzieci, to nie wiesz jak to jest – po pracy jaka by ona nie była po prostu wychodzisz z niej. Z macierzyństwem tak nie jest. Co do reszty to nie chce mi się nawet dyskutować, bo jesteś z tych osób, które zawsze będą wychwalać NPR i twierdzić, że przecież zawsze się da – szkoda czasu. A niechęć do grzebania we własnym śluzie to kwestie osobnicze i może rozumniej nie dorabiać do tego dziwnych teorii tylko przyjąć, że ludzie mają różną wrażliwość.

      • Basia

        Okey, dzięki za komentarz. Znam całe mnóstwo matek, które stosują NPR z powodzeniem. Jak wspomniałaś, nie mam dzieci, dlatego mówię o swojej rzeczywistości i o rzeczywistości osób, które znam. Jeśli u Ciebie się nie sprawdza – okey. Jeśli chcesz pomocy w interpretacji albo pomysłów jak lepiej ogarnąć obserwacje – zapraszam na priv, wiedzę mam ogromną, doświadczenie prawie 10letnie.
        Ja jestem po prostu uparta, a nie z tych co zawsze będą wychwalać NPR 😉 Są sytuacje, kiedy nie da się tego stosować, ale wielu osobom wystarczy pomoc doświadczonego instruktora. Wiem z doświadczenia, że wiele sytuacji można rozwiązać więc zamiast płakać, że mi źle, po prostu szukam i zmieniam. Podałam najczęstsze problemy, z którymi przychodzą do mnie młode kobiety. Sama miałam wiele problemów, dlatego chcę się podzielić tym, co wiem. Zanim zacznę straszyć małą liczbą dni płodnych wolę zachęcić do obserwacji i zadbania tym samym o swoje zdrowie. Nawet WHO zaleca obserwacje jako element dbania o zdrowie kobiety.
        W obserwacjach nikt Ci nie każe “grzebać” we własnym śluzie, nie wiem skąd masz takie informacje. Większość frustracji wynika właśnie z braku informacji.
        Jeśli chcesz pomocy – zapraszam. Jeśli chcesz obrażać – to zły adres.

        • Basia

          I jeszcze jedno. Mam nadzieję, że wypowiadasz się jako profesjonalista, który dokładnie wie, jak stosować daną metodę i postępuje według jej wytycznych. Bo jeśli nie masz właściwych informacji to nic dziwnego, że stosowanie metod jest dla Ciebie frustrujące. Ja mogę z ręką na sercu powiedzieć, że znam cykl menstruacyjny od strony biologii oraz psychologii od podszewki, tak samo jak metodę Rötzera. Kiedy się rozumie mechanizm działania jest dużo prościej. Ale trzeba chcieć się swojego organizmu nauczyć. Zaraz pewnie się dowiem, że przy dzieciach się nie da i co ja tam wiem. Wbrew pozorom wiem więcej o niestabilnym życiu niż Ci się wydaje. I tak. W większości przypadków da się. Ale najpierw trzeba chcieć. Jeśli nie chcesz – nie zniechęcaj innych. Jeśli chcesz, a nie wychodzi – po raz kolejny zapraszam do siebie, pomogę.

  • B.

    Prowadziłam obserwacje poporodowe przez 7 miesięcy wg metody angielskiej, a potem jeszcze po fakcie interpretowałam wg. Rotzera. Bo gdzieś tam w międzyczasie zmieniłam metodę. Faktycznie zmieniłam dopiero po powrocie cykli ale miałam już książkę wcześniej. Szyjkę też obserwowałam i problem był taki że obserwacje szyjki nie do końca pokrywały się z obserwacjami śluzu. Mogłam sobie pozwolić wtedy na seks bez zabezpieczenia, ale jakbym była np po cesarce (jak teraz) to by już nieco zmieniło sytuację.
    Mam prawie 40 lat 3 dzieci i 3 poronienia i wielu ginekologów odwiedzonych i nie spotkałam takiego który by pomógł na problemy zaobserwowane w obserwacjach o jakich piszesz.
    Npr to jest właśnie nazwa kościelna a na niekoscielną wersję to podobno mówi się metody oparte na świadomości płodności. Wtedy faktycznie można stosować w długich cyklach bo nie musisz w dni płodne zachowywać “postu” od seksu tylko dodatkowo np prezerwatywy czy coś innego w dni płodne. Natomiast sam termin npr już w sobie zawiera informację, że w dni płodne lub wątpliwe jeśli nie chcesz dziecka to nie robisz nic. Dlatego ze względu na terminologię nie wierzę że twój blog nie jest kościelny 😁.
    W cyklu 80 dniowym pierwsza faza może trwać tak ok 56 dni? Ile z nich jest do wykorzystania jeśli śluz jest zaraz po okresie? 😁 No sorry …..
    Ale tak w ogóle to tę inicjatywę odbieram pozytywnie, bo masz jednak jakąś zajawkę o tym że npr to nie tylko cud miód i orzeszki. Jeszcze kilka lat temu ciężko było znaleźć jakiekolwiek informacje o wadach tych metod wszyscy tylko chwalili na potęgę. A ja skutki tego chwalenia odchorowuje do dziś. Zapraszam na konkurencyjną stronę mojej koleżanki calajestespiekna.pl . Możecie powymieniać poglądy. Ona też nie jest instruktorką tylko pasjonatką metod naturalnych.

    • Basia

      No to po kolei 😀 Po pierwsze – nie jestem tylko pasjonatką. 10 lat doświadczenia własnych obserwacji, pół roku szkolenia podstawowego, teraz kończę kurs nauczycielski. To tak w sprawie doświadczenia 🙂 Natomiast nie wypowiadam się na temat cykli poporodowych aż tak bardzo, bo wolę poczekać aż sama tego doświadczę, mimo posiadania sporej dawki wiedzy.
      Śluz a śluz to ogromna różnica 🙂 Ja jestem z typu mokrego – bardzo rzadko mam całkowicie suche dni, dlatego wiem o czym mówię. Śluz PŁODNY (białko jaja, szklisty, itd), trwający dłużej niż 7 dni, to już wskazanie do sprawdzenia czy z organizmem jest wszystko ok. Ale pomiędzy dniami suchymi i śluzem płodnym istnieje jeszcze cała gama śluzu mniej płodnego i jest też wydzielina. Powtórzę kolejny raz – obserwacje. Inaczej nie da się znaleźć analogii, powiązań, a przez to interpretacji, bo książka swoje, a organizm swoje.
      Nazewnictwo – NPR to nie kościelna nazwa 😀 W angielskiej terminologii mamy natural family planning (fertility awareness) i ani słowa o Kościele. Kościół zaakceptował metody jako zgodne ze swoim nauczaniem. I tyle. NPR nie jest kościelną nazwą. W tłumaczeniu WHO również mamy Naturalne Planowanie Rodziny. To jest najzwyczajniej w świecie naturalna nazwa, bez dorabiania ideologii. Metody to metody. A kto jak będzie stosował i jakie będzie miał do tego motywacje, to już jego sprawa.
      Jeśli ktoś chce stosować antykoncepcję w dniach płodnych – też jego sprawa. Ja bym się trochę bała ze względu na zawodność – wiele badań pokazuje, że skuteczność takiej pomieszanej metody jest bardzo niska (tak, siedziałam i czytałam te przeróżne badania, między innymi przygotowując artykuły). Lepiej zdecydować się na jedno lub drugie, mniejsze ryzyko. To, że nie współżyjesz w dni płodne to nie jest jakiś tam wymysł Kościoła. Dla wielu, wielu osób (nieważne czy wierzących czy nie) jest to po prostu sposób na naturalne sterowanie swoją płodnością – i to promuję, zgodę ze swoim zdrowiem. Od promowania Kościoła są inni. Już pisałam, dla mnie obserwacje to przede wszystkim zdrowie. Znajomość swojej płodności to jedynie część wiedzy, jaką daje mi obserwowanie przeróżnych objawów (a nie tylko śluzu czy temperatury). Nie chcę się zamykać na Kościelne kręgi, ani nikogo nawracać. Chcę pokazać, że można inaczej, że nie trzeba się katować chemią, że można przyjaźniej dla siebie i środowiska. Chciałabym trochę odedrzeć polskiemu NPR kościelną łatkę, bo jest strasznie krzywdząca. Przez to wiele osób nawet nie zastanawia się nad naturalnymi sposobami panowania nad swoją płodnością, a kobiety odrzucają obserwowanie siebie, no bo to przecież kościelne!
      Zerknęłam na stronę, ciekawa. Bardzo dziękuję za link do artykułu. Chętnie wdam się w dyskusję, bo widzę kilka nieścisłości, takich, które istotnie mogą poprawić komfort życia 😀 Nie jest to dla mnie konkurencyjna strona, bo po pierwsze celuję w innych odbiorców, a po drugie, jak pewnie zauważyłaś moja strona nie jest tylko o NPR, zdecydowanie 🙂 Na całe szczęście, tak jak piszesz, coraz więcej osób porusza temat metod. Dyskutujmy jak najwięcej, bo może się zdarzyć, że na nasz problem już ktoś znalazł rozwiązanie.

      • B.

        To jaka jest twoja porada na okazję 50 dni pierwszej fazy dla ludzi co nie chcą dziecka a chcą seksu? Bardzo jestem ciekawa.
        I czy znasz ginekologa który będzie leczył kobietę z powodu tej łatki śluzu?
        U mnie nie było chyba aż tak długiego czasu ze śluzem lepszej jakości, raczej przeplatały się różne rodzaje. A żeby sprawdzić czy śluz to na pewno śluz robiłam testy że szklanką wody opisane w podręczniku met. Rozeta. Moja koleżanka twierdzi że nie ma czegoś takiego jak niepłodny śluz. Może być tylko mniej lub bardziej płodny. Zależy jaki kto chce mieć efekt to sobie może dawkować “ryzyko”.
        W moich kręgach wersja niekościelna to właśnie fam.
        Przekonanie o zawodności prezerwatywy jest chyba jakaś kościelna Urban legend. Nie znam żadnego dziecka które by się z tego powodu poczęło.
        Przy npr główny problem to za mało dni na seks. Co zaczyna być problemem przy “normalnych” cyklach jak się na to jeszcze inne ograniczenia nałożą. No i te sytuacje kiedy wysiłek włożony w obserwacje i inne ewentualne czynności (z ciekawszych zaleceń i ograniczeń u Rozeta kiedyś była porada żeby kobiety nie chodziły w spodniach!) jest niewspółmierny do efektu bo tych dni niepłodnych jest za mało.

        • Basia

          Dawanie takiej porady byłoby wróżeniem z fusów – póki nie mam kart obserwacji nie mogę niczego doradzić, myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę. Podaj mi konkretne karty obserwacji, im więcej tym lepiej, a będę mogła coś doradzić. Nie jestem wróżką 🙂
          Łaty śluzu płodnego to co innego niż długotrwały śluz płodny, o którym pisałam wcześniej. I nie pisałam o leczeniu, a o diagnostyce. Badania można robić nawet na własną rękę, jeśli coś nas niepokoi. U mnie pogorszenie jakości śluzu z kolei było dobrą wskazówką do tego, że coś się zaczęło źle dziać. Zrobiłam najzwyczajniejsze badania hormonalne i faktycznie było nie halo. Dlatego twierdzę, że warto się obserwować nie tylko ze względu na płodność.
          Jeśli tak długotrwały śluz płodny wystąpi w jednym cyklu, zdarzy się raz na czas – ok, coś mogło na niego tak zadziałać, ale niekoniecznie coś jest nie tak. Natomiast jeśli to by się powtarzało cały czas – chyba warto zrobić wtedy podstawowe badania?
          Co do prezerwatywy – to był przykład nieświadomości użytkownika, o złych sposobach używania prezerwatyw pisała między innymi mamaginekolog. Przed używaniem olejku jako nawilżenia pochwy, tudzież lepszego poślizgu, ostrzegają sami producenci prezerwatyw. Zwiększa to tarcie i znaczenie obniża odporność materiału. Ot, przykład niewiedzy jak nie używać, żeby sobie szkody nie zrobić, dlatego nie rozumiem co ma do tego miejska legenda 😀
          To ile jest dni niepłodnych zależy od konkretnej kobiety i konkretnego cyklu. Wypośrodkujmy. Już nie mówiąc o tym, że określenia “dużo” i “mało” też dla każdego znaczą coś innego. Są kobiety, u których będzie tych dni bardzo mało, a są i takie, u których będzie ich bardzo dużo. Jedno i drugie jest w mniejszości. Też bym była wkurzona, gdyby moje cykle cały czas wariowały i nie nadawały się do interpretacji. Ale DLA MNIE, tak osobiście, byłby to znak, że coś niedobrego dzieje się z moim organizmem i powinnam to sprawdzić. Bo może się okazać że ta mała liczba dni płodnych to będzie wtedy moje najmniejsze zmartwienie. Jakbym miała dziwnie bijące serce to też bym poszła to sprawdzić, choćby robiąc ekg. Alee to ja.
          Rötzer mówił, że chodzenie w spodniach jest szkodliwe i wielu ginekologów się z nim zgadza (co ciekawe, podobne zalecenie jest jeśli chodzi o mężczyzn – chodzi tu o spodnie obcisłe, nieprzewiewne co źle wpływa np. na temperaturę jąder). Nie znaczy to, że masz cały czas biegać w kieckach, ale dbać o tzw. wietrzenie 😀 Mamaginekolog swojego czasu nawet robiła akcję na ten temat. To zapobiega infekcjom i nadmiernemu wydzielaniu śluzu. Podobnie jak ubieranie odpowiedniej bielizny i spanie nago 😀
          Dla Ciebie metody to tylko wyznaczanie faz płodności, z tego co piszesz. I ok. Dla mnie natomiast (i do tego zachęcam kobiety) metody to poznanie własnego ciała, jego rytmu, stanu, potrzeb. Funkcjonowania całego organizmu. Obserwacje dają nam morze informacji, a dzięki nauce możemy je interpretować lepiej niż kiedykolwiek. A lepiej zapobiegać niż leczyć. Takie jest moje zdanie.

          Mam wrażenie, że cały czas dyskutujemy po prostu o tym co kto woli, nie uważasz? Mi się NPR podoba i dzielę się swoimi odkryciami oraz tym jak rozwiązałam swoje problemy. Ty się na NPR z różnych względów zawiodłaś dlatego nie dziwię Ci się, że tak sceptycznie podchodzisz do tego co piszę. Jednak to, co zamieszczam ma osadzanie zarówno w nauce jak i w praktyce życia codziennego mojego i wielu osób, które znam. Nie na wszystkie problemy znajdą się cudowne rozwiązania, ale to nie zmienia faktu, że każdy wybiera to, co dla niego ważniejsze. Kwestia priorytetów 🙂 Dla mnie priorytetem jest tutaj zdrowy tryb życia. Nawet jeśli będzie trzeba się wstrzymać przez tydzień, a czasem może się zdarzyć, że i przez miesiąc (np. przez chorobę). Tak, wiem, że może być dłużej 😉

          Czy coś jeszcze w mojej wypowiedzi jest dla Ciebie niejasne? Jeśli chciałabyś faktycznie skonsultować karty, napisz do mnie maila, może znajdziemy rozwiązanie?

  • B.

    Jak lubisz dyskutować to zapraszam na forum naturalnemetody.fora.pl. może się forum trochę ożywi jak do nas dołączysz 😁. Ciekawa jest też historia jego powstania. Ale to może na forum ją gdzieś znajdziesz. Moze ci ona da trochę do myślenia.
    A jeśli się malujesz i “robisz” paznokcie to musisz wiedzieć że te kosmetyki mają spory wpływ na twoją gospodarkę hormonalna. Dopiero zaczyna się w Polsce mówić że kosmetyczki powinny nosić maski i pracować w dobrze przrwietrzanych wentylowanych pomieszczeniach bo zaobserwowano że wiele z nich ma problemy z zajściem i utrzymaniem ciąży. Także jeśli hormony takie zle to idąc za ciosem z farb do włosów i lakieru do paznokci też powinnaś zrezygnować.

    • Basia

      Powinnam rezygnować i robię to 😀 kosmetyki, które wybieram są naturalne, z części po prostu zrezygnowałam.
      Zerknę na to forum. Ja dlatego piszę o NPR bo sama miałam problemy żeby to zrozumieć i ogarnąć. I niestety nigdzie nie było jasnych informacji. Wszędzie hasła, żeby zaufać Bogu 😀 aha, no to pomogliście, dziękuję 😀

  • B.

    Dyskutuję pod artykułem w którym polecasz npr na sytuacje do których moim zdaniem on się nie nadaje jako antykoncepcja. Na obserwacje pod kątem zdrowia też już nie liczę. Przerabiałam tę fazę pokazywania moich obserwacji ginekologom. Ich podejście szybko mnie wyleczyło z tego. Oni leczą tylko to co ma wpływ na płodność.
    Faktycznie dyskutujemy o tym co kto woli. Zapraszam jeszcze raz na forum naturalnemetody.fora.pl jak poczytasz historie kobiet może zrozumiesz dlaczego ja się tak denerwuje. A może nie 😁.
    By the way nie zawiodłam się na metodzie tylko na doczepionej do niej ideologii. Czy to będzie katolicka moralność (na której ja się zawiodłam) czy dbanie o zdrowie (które często jest dodatkiem uzasadniającym słuszność katolickiej moralności), doczepianie ideologii, że to jest najlepsza i jedynie słuszna metoda zawsze będzie szkodzić.

    • Basia

      Ja na ginekologów niestety też nie liczę. Natomiast wiem, że cykl pokazuje wszystko co się z nami dzieje – ja już ogrom tej wiedzy wykorzystałam i będę wykorzystywać. Wiem co mogę z tych obserwacji wyciągnąć, bez interpretacji ginekologa 😀
      Widzisz, mnie też denerwuje ideologia, dlatego mówię, że to nie jest blog koscielny. Jest metoda, ma plusy i minusy, a każdy ma swój rozum i wybiera to, co uznaje za słuszne. Dla mnie to jest najlepsza opcja, natomiast nie zgodzę się, że jest ona dla każdego. Masz rację – to jedna z metod, a nie jedyna słuszna 🙂

  • M.

    Chciałabym poruszyć kwestię związaną ze skutecznością. Według badań poprawnie stosowane metody wielowskaźnikowe mają wyższą skuteczność, niż prezerwatywy. Wierzę w rzetelność tych badań, chociaż jest jeszcze kwestia trudności nauczenia się tego poprawnego stosowania, co trudniej ująć w statystyki, a jest istotne. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że łatwiej i szybciej nauczyć się poprawnie zakładać kondom, niż rzetelnie przyswoić sobie reguły metody. Moim zdaniem przystępność metody też jest ważnym czynnikiem, ale jw. – wyobrażam sobie, że o wiele trudniej go ująć statystycznie, niż wyliczyć np. indeks Pearla. Ale to dygresja…

    Ad rem: zawsze rzuca się w oczy, że kiedy mówi/pisze się o skuteczności metod naturalnych i barierowych, to niemal zawsze jest w kontekście albo-albo. Dla metod hormonalnych faktycznie tak jest, bo ich łączenie z MRP jest bezsensowne. Ale już np. dołączenie metod barierowych w fazie niepłodności względnej (czy to w standardowych cyklach, czy po porodzie, bo reguła szczytu to też niepłodność względna) może tylko zwiększyć skuteczność? Zaznaczę jeszcze raz: nie chodzi o użycie barier w fazie potencjalnie płodnej (bo to zwiększa ryzyko, oczywiście rachunek i decyzja należy do zainteresowanego), ale o scenariusz, w którym seks jest tylko w dni wyznaczone jako niepłodne, natomiast w okresie niepłodności względnej (wtedy metoda ma PI wysoki, ale jednak poniżej 100) jest dodatkowe zabezpieczenie (które nie podniesie skuteczności do 100%, ale ją dodatkowo zwiększy).

    Na pewno nie bez związku jest tu fakt, że większość dostępnych po polsku źródeł dot. MRP promuje jednocześnie życie seksualne zgodne z etyką katolicką, więc siłą rzeczy nie będzie tam mowy o prezerwatywach jako opcji. 🙂 Ale ponieważ sama, Basiu (mam nadzieję, że mogę po imieniu…), napisałaś, że chcesz oderwać NPR-owi kościelną łatkę, to ryzykuję rzucenie tego tematu… 😀

    • Basia

      Ciekawy temat poruszyłaś 😀 Przygotowując artykuł o skuteczności metod wielowskaźnikowych trafiłam na badania, w których sprawdzano skuteczność również w opcji metoda + prezerwatywa. Nie pamiętam, czy było sprecyzowane w jakim okresie płodności miała mieć zastosowanie prezerwatywa, jednak ta łączona opcja w badaniach wypadła najmniej skutecznie. Z tego względu nie poleciłabym nikomu takiego sposobu. Z racji mojej wiary i serca ogromnie troszczącego się o zmniejszenie ilości odpadów na Ziemi również 😀 Jak będę mieć chwilę to poszukam tych badań. Opis był obszerny więc może dotrę do szczegółów 😉

      Właśnie z racji, że dostęp do rzetelnej nauki MRP jest tak utrudniony, postanowiłam podjąć ten temat u siebie. Jestem pasjonatką, pokonałam wiele własnych problemów na tej drodze, widzę, że może być dobra, dlatego chcę się tą wiedzą dzielić 😉 nie chcę metodom przyklejać żadnej łatki ani ideologii, bo to tylko metody – niech sobie każdy swoją łatkę przykleja sam 🙂

      • M.

        Ja znam (z innej strony o met. naturalnych) taki tekst: http://humrep.oxfordjournals.org/content/22/5/1310.full.pdf+html, ale tam jest badanie różnych form aktywności seksualnej w okresie płodnym (abstynencja, środki barierowe, stosunek przerywany, brak zabezpieczenia itp. – tabela VII).

        Przyznam, że bardzo bym się zdziwiła, gdyby badania pokazały, że dodanie barier w okresie niepłodnym (zaznaczam: z abstynencją w czasie płodnym oraz poprawnym stosowaniem reguł danej metody wielowskaźnikowej!) zmniejsza skuteczność. Na logikę: seks tylko wtedy, kiedy „pozwalają” na to obserwacje, i jeszcze dodatkowe zabezpieczenie – gdzie może wzrosnąć ryzyko? Albo na rachunek prawdopodobieństwa. Myślę, że można w miarę bezpiecznie założyć, że „błąd” metody (czyli ten ułamek szansy na ciążę w fazie niepłodności względnej), błąd użytkownika metody (bo nikt nie jest robotem i moim zdaniem idealne stosowanie jakiejkolwiek metody istnieje tylko w teorii, w praktyce może być co najwyżej bardzo, bardzo dokładne i rzetelne:) ) i awaria prezerwatywy to zdarzenia niezależne. Prawdopodobieństwa wszystkich tych zdarzeń są mniejsze od zera, więc ich iloczyn jest mniejszy od każdego z czynników. 🙂

        Z kwestiami ekologicznymi się oczywiście zgadzam, ale to już każdy sam musi zdecydować, mając odpowiednią wiedzę, swoje własne priorytety i w swojej konkretnej sytuacji. Chociaż jak już tak stawiamy sprawę, to nowy człowiek przyczyni się przez całe swoje życie do większej całkowitej produkcji śmieci, niż kilka kondomów na cykl. 😉

        • Basia

          Przyznam szczerze, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam (nad stosowaniem antykoncepcji barierowej w okresie względnej płodności). Czuję się całkowicie bezpiecznie stosując metodę Rotzera, bo przez te lata obserwacji zdążyłam już mocno poznać samą siebie, reakcje swojego ciała na różne czynniki, itd. Mnóstwo doświadczeń jeszcze przede mną, ale wierzę, że skoro bardzo dobrze siebie i metodę znam, to na pewno będzie mi łatwiej. W każdym razie zobaczymy co czas pokaże, nigdy nie mów nigdy 😉 Jeśli ktoś się z tym lepiej czuje – niech sobie stosuje co chce 😀 Tu już wchodzimy raczej w to, co dla kogo jest ważniejsze i co mu odpowiada, a co nie. Jak z resztą sama słusznie zauważyłaś przy wzmiance o dbaniu o środowisko 😀

  • M.

    No właśnie, to też kwestia poczucia bezpieczeństwa z metodą. Myślę, że mogą być np. osoby, które na początku jej stosowania potrzebują takiego dodatkowego upewnienia, żeby się nie stresować, co może koniec końców zniechęcić (bo obniża komfort, a dodatkowo może mieszać w cyklu i zaburzać obserwacje).

    Poza tym tak to jest w MRP, że niepewności raczej rozstrzyga się w tę ostrożną stronę. A one się mogą pojawiać mimo najszczerszych chęci i wiedzy. Np. kobieta zna na wylot swoje reakcje na choroby, podróże, stres, pojedyncze zarwane noce, ale nie na częste wstawanie do dziecka noc w noc – bo tego się po prostu nie da sprawdzić, zanim się to dziecko nie pojawi i nie okaże się, jak ten konkretny egzemplarz dziala. 😉 Okres poporodowy to też bardzo często nie bajka pod względem fizjologicznym. Wiem, że na kursach i w podręcznikach mówią, że reguła szczytu i heja do przodu, ale z relacji kobiet to często tak, jakby miały nowy organizm, zupełnie inne schematy – doświadczenia sprzed porodu mogą stać się bezużyteczne, i też ta pewność i zaufanie do metody może się zachwiać. Jedni w takiej sytuacji zaryzykują mimo niepewności, inni zgodnie zacisną zęby i przetrzymają, a u jeszcze innych sprawdzi się jakieś rozwiązanie hybrydowe. 🙂

    Może też oczywiście być wszystko dobrze i na spokojnie, czego każdej planującej dzieci użytkowniczce MRP życzę. 🙂

    Jeśli mogę się z kolei podzielić swoim doświadczeniem/odczuciami, to mam nie tyle brak zaufania do skuteczności metody (bo wierzę, że statystyki ciąż z niepłodności względnej są bardzo niskie), co poczucie, że jeśli mogę dodatkowo obniżyć prawdopodobieństwo, to odpowiedzialnie jest to zrobić. A jednocześnie ograniczenie się do niepłodności bezwzględnej (co zresztą Roetzer zaleca przy bardzo mocnych przeciwwskazaniach do ciąży…) się akurat w naszym związku tak sobie sprawdza. Jeśli dodać do tego, że nie mamy ograniczeń religijnych, to czasem dobro naszej relacji ustępuje miejsca temu konkretnemu przejawowi troski o środowisko. :p

    To wszystko piszę, żeby pokazać możliwe motywacje, nie, żeby przekonywać, bo się słusznie zgadzamy, że nie o to chodzi (i w ogóle nie musi być celem wymiany zdań). 🙂 I jako (nie bezkrytyczna) fanka MRP i zwolenniczka ich propagowania (nawet jeśli nie jako antykoncepcji, to jako wiedzy) szerzej i mniej ideologicznie, niż to ma aktualnie miejsce w Polsce.

    • Basia

      Powiem Ci, że komentarz w punkt. Zwłaszcza jeśli chodzi o ciążę, a raczej okres poporodowy. Ja sama nie mam pojęcia, jak będzie. Może się okazać, że po prostu polegnę w interpretacji, a jakoś nie uśmiecha mi się np. półtoraroczna abstynencja z racji karmienia piersią 😀 Ale uparta jestem, dlatego pewnie będę szukać rozwiązania i takiej pomocy, żeby interpretacja była możliwa. A może odpuszczę? Kto to wie, póki się mały człek nie pofatyguje na ten świat 😀
      Sytuacje ludzkie są różne, tu nic nie działa zerojedynkowo. Na szczęście jestem fascynatką metod, a nie fanatyczką 😀
      Marzy mi się, żeby chociaż wiedza o samych podstawowych obserwacjach docierała do młodych dziewczyn. Do tych, które dopiero wkraczają w świat kobiecości. Nie chodzi mi tu o stosowanie metod, ale o obserwacje, o wiedzę o swoim ciele. To każda z nas powinna mieć w jednym palcu dla swojego własnego bezpieczeństwa zdrowotnego. Ale póki metody to tylko “watykańska ruletka” i “kalendarzyk małżeński” to ciężko dotrzeć z takim przekazem do nastolatek. Mam nadzieję, że jak już będę mamą, to chociaż swojej córce przekażę, jak ważna jest znajomość swojego ciała, trzymanie ręki na pulsie, badania… Ech, ulało mi się 😀

  • mokka23

    ja bym nie chciała stosować NPR bo nie podoba mi się wizja , że nie mogę kiedy akurat chcę i to na spontanie . Akurat na seks mam ochotę zawsze, nie było jak dotąd sytuacji bym nie miała ochoty. Więc wspołżyje z partnerem praktycznie codziennie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *